Kim jesteśmy?

Gatakia to 3 osoby: Patrycja (ogarnia wszystko organizacyjne: kastracje, leczenie, adopcje, social media, wynajduje chore koty i oczywiście ogarnia je), Marcin, który poświęca ogrom czasu na codzienną opiekę nad kotami, wielki support psychiczny i niezawodny kiero, a często pokonujemy setki km do weta), i rodowity Grek Thanasis, który udowania, że Grecy też potrafią mieć wielkie serce i empatię do zwierząt (wynajduje chore koty, ulubiony koci głaskacz, opiekun podczas naszych wyjazdów i niesamowita pomoc w kontaktach z miejscowymi).

Nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy, bez Marty z Zakotane, która bardzo nas wspiera np. w kastracjach.

Najważniejsze jest dla nas:

Kastracja kotów

Kastracja bezdomnych kotów to dla nas absolutna podstawa pomocy. Współpracujemy na tym polu z zaprzyjaźnionymi karmicielami. Udało nam się przekonać wielu miejscowych do kastracji kotów. Od lat w kastracjach wspiera nas finansowo zaprzyjaźniona inicjatywa z Polski: Zakotane.

Pomoc weterynaryjna

Pomaganie kotom na greckiej wyspie to często ogromne wyzwanie finansowe i logistyczne. Ale robimy, co możemy by koty, które wyciągamy ze szponów śmierci, miały szansę zaznać życia bez bólu i cierpienia. Dla niektórych kotów udało nam się zorganizować wyjazd do Polski, aby otrzymały niedostępną tutaj specjalistyczną pomoc weterynaryjną.

Dom tymczasowy

Prowadzimy dom tymczasowy, zapewniając godne życie tylu kotom, ilu możemy: uwzględniając czas jaki ma doba i metraż (mamy do dyspozycji też tzw. chatkę kotów, którą sami zbudowaliśmy), nie zapominając o ich komforcie życia (zwykle do od 14 do 25 kotów).

Wokół domu mamy budki i stanowiska karmienia dla bezdomniaków pod naszą stałą opieką, dla których nie mamy już fizycznie miejsca w domu/chatce kotków (wszystkie koty wykastrowane).

W sumie to ponad 30-40 kotów pod stałą opieką (liczba jest zmienna ze względu na adopcje i nowe przyjęcia).

Do tego regularnie trafiają do nas koty na kastracje/leczenie, dla których mamy warsztat Thanasisa z klatkami. Poza tym na tyle na ile możemy wspieramy koty, które wykastrowaliśmy, ale którym nie możemy zapewnić miejsca.

Adopcje

Organizowanie adopcji to dla nas ogromne wyzwanie logistyczne i finansowe, ale bez nich nie możemy przyjmować nowych kotów w potrzebie. Kiedyś myśleliśmy, że adopcję są poza naszym zasięgiem, ale powtarzające się fale okrucieństwa w postaci trucia kotów, sprawiły, że od lat organizujemy adopcje, by chociaż część kotów wyrwać z piekła bezdomności i zapewnić im godne życie.

A jak zaczęła się moja pomoc tutaj?

Na przestrzeni lat nasza pomoc bardzo się zmieniła. 

Początki...

Kiedy zaczynałam pomagać kotom na Evii, skala ich cierpienia, głodu i bezdomności była dla mnie tak traumatyczna, że chociaż miałam być tu tylko na chwilę, nie potrafiłam zostawić tych kotów.
W pierwszych latach na akcje kastracje robiliśmy transportery z plastikowych skrzynek na winogrona, a pokrywy robiliśmy z desek wyciętych przez Thanasisa.

Te skrzynki służyły nam przez kilka lat, bo zawsze było coś ważniejszego od transportera: paliwo, aby dojechać do odległej kliniki, środki przeciwpasożytnicze, badania dla kolejnego chorego kota, karma...

Trucie...

Pamiętam swój szok, kiedy okazało się, że na wiosce, która stała się moim drugim domem, większość osób posiadających psy myśliwskie ma antidotum z apteki, by podać je w razie, gdyby pies zjadł trutkę. Zrozumiałam to lepiej, kiedy któregoś wieczoru znalazłam jednego z dokarmianych kotów w konwulsjach. Na szczęście znałam już wtedy ludzi z psami myśliwskimi, a kota udało się uratować. Kilkunastu innym, których ciała odkryłam o poranku, nikt nie pomógł. To one były celem.

Początkowo zagraniczne adopcje zdawały mi się być poza naszym zasięgiem, ale powtarzające się fale okrucieństwa w postaci trucia sprawiły, że postanowiliśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej kotów nie musiało wracać do piekła bezdomności.

Covid...

W okresie covidu, który w Grecji oznaczał dużo większe restrykcje niż w Polsce, z Thanasisem, z duszami na ramieniu, w godziny “policyjne” jeździliśmy do znajomego rybaka, który przekazywał nam ryby nie nadające się na sprzedaż (były obite/za małe) i gotowaliśmy z tego jedzenie kotom, które umierały z głodu pod koszami na śmieci.

W związku z zamknięciem lokali gastronomicznym, skala umierających z głodu zwierząt była wtedy jeszcze większa.

Pożar...

Sierpień 2021 spędzałam w Polsce i zostałam tam dłużej niż planowałam ze względów zdrowotnych i właśnie wtedy na Evii wybuchł największy (wówczas) pożar w historii współczesnej Europy. Pamiętam jak błagałam Thanasisa telefonicznie, by złapał wszystkie koty, które dokarmialiśmy do stolarni, aby się z nimi mógł ewakuować. Thanasis powiedział, że zostanie do końca bronić swojego domu.

W najgorszą noc wywiózł wszystkie koty na plaże, by miały jak największe szanse na przeżycie. Wszystkie koty przeżyły, a dom Thanasisowi udało się uratować (na szczęście w noc kiedy dotarł tu ogień, wiatr osłabł). Na wyspę dojechaliśmy na końcówkę pożaru (akurat kiedy walka toczyła się o ostatni skrawek lasu na północy wyspy), na pozwolenie załatwione przez znajomego strażaka, by pomóc w tłumaczeniach polskim strażakom, którzy przyjechali tu na misję. Od tego czasu każdy wyjazd do Polski to dla mnie ogromny stres.

 

Początki

Kiedy zaczynałam pomagać kotom na Evii, skala ich cierpienia, głodu i bezdomności była dla mnie tak traumatyczna, że chociaż miałam być tu tylko na chwilę, nie potrafiłam zostawić tych kotów tutaj.
W pierwszych latach na akcje kastracje robiliśmy transportery z plastikowych skrzynek na winogrona, a pokrywy robiliśmy z desek wyciętych przez Thanasisa.

Te skrzynki służyły nam przez kilka lat, bo zawsze było coś ważniejszego od transportera: paliwo, aby dojechać do odległej kliniki, środki przeciwpasożytnicze, badania dla kolejnego chorego kota, karma...

Trucie

Pamiętam swój szok, kiedy okazało się, że na wiosce, która stała się moim drugim domem, większość osób posiadających psy myśliwskie ma antidotum z apteki, by podać je w razie, gdyby pies zjadł trutkę. Zrozumiałam to lepiej, kiedy któregoś wieczoru znalazłam jednego z dokarmianych kotów w konwulsjach. Na szczęście znałam już wtedy ludzi z psami myśliwskimi, a kota udało się uratować. Kilkunastu innym, których ciała odkryłam o poranku, nikt nie pomógł. To one były celem.

Początkowo zagraniczne adopcje zdawały mi się być poza naszym zasięgiem, ale powtarzające się fale okrucieństwa w postaci trucia sprawiły, że postanowiliśmy zrobić wszystko, by jak najwięcej kotów nie musiało wracać do piekła bezdomności.

COVID

W okresie covidu, który w Grecji oznaczał dużo większe restrykcje niż w Polsce, z Thanasisem, z duszami na ramieniu, w godziny “policyjne” jeździliśmy do znajomego rybaka, który przekazywał nam ryby nie nadające się na sprzedaż (były obite/za małe) i gotowaliśmy z tego jedzenie kotom, które umierały z głodu pod koszami na śmieci.

W związku z zamknięciem lokali gastronomicznym, skala umierających z głodu zwierząt była wtedy jeszcze większa.

Pożar

Sierpień 2021 spędzałam w Polsce i zostałam tam dłużej niż planowałam ze względów zdrowotnych i właśnie wtedy na Evii wybuchł największy (wówczas) pożar w historii współczesnej Europy. Pamiętam jak błagałam Thanasisa telefonicznie, by złapał wszystkie koty, które dokarmialiśmy do stolarni, aby się z nimi mógł ewakuować. Thanasis powiedział, że zostanie do końca bronić swojego domu.

W najgorszą noc wywiózł wszystkie koty na plaże, by miały jak największe szanse na przeżycie. Wszystkie koty przeżyły, a dom Thanasisowi udało się uratować (na szczęście w noc kiedy dotarł tu ogień, wiatr osłabł). Na wyspę dojechaliśmy na końcówkę pożaru (akurat kiedy walka toczyła się o ostatni skrawek lasu na północy wyspy), na pozwolenie załatwione przez znajomego strażaka, by pomóc w tłumaczeniach polskim strażakom, którzy przyjechali tu na misję. Od tego czasu każdy wyjazd do Polski to dla mnie ogromny stres.

Dzisiaj

To ile kocich tragedii tu widziałam: chorych, żywych szkieletów, koczujących wokół śmietników, które były przeganiane przez ludzi, w obawie o “bakterie”, nie da się opowiedzieć. Trzeba przeżyć zimę na greckiej wyspie, którą po obfitym turystycznie lecie opuszczają nie tylko letnicy, ale też wielu lokalsów. Jest to tak obciążające psychicznie, że zimą, kiedy mamy już tyle kotów, że nie możemy przyjmować nowych, nie jeżdżę w miejsca, gdzie wiem, że pęknie mi serce: albo wbrew rozsądkowi, wrócę z kolejnym kocim nieszczęściem.

Ale działamy dalej, bo każde uratowane życie jest warte naszego trudu.

Mamy za sobą kilkadziesiąt adopcji w Polsce, kastrację idące już w setki (dziękujemy Marcie z Zakotane), wyleczyliśmy setki zwierząt, a część z tych, dla których wyczerpaliśmy możliwości pomocy wet w Grecji, wyjechało do Polski. Byliśmy gośćmi w polskiej śniadaniówce, w radiu, nawiązaliśmy ogrom wspaniałych współprac z cudownymi osobami (z Polski i z Grecji) i z fundacjami, które nas wspierają.

I chociaż bywa ciężko... dalej działamy.

Adopcji

Kastracji

Pomocy wet

Kotów pod opieką

Jak możesz nas wesprzeć?

Jesteśmy prywatną inicjatywą i od początku sami ciężko pracujemy na pomoc kotom: poświęcamy na to nie tylko prywatny czas, ale też swoje środki. Ale to dzięki pomocy osób, które nas wspierają możemy działać na o WIELE większą skalę.

Jeśli podoba Ci się to co robimy, możesz nas wesprzeć na różne sposoby:

    01.

    Zaadoptuj wirtualnie kota z Gatakia

    Mamy pod opieką wiele kotów, które określane są mianem nieadopcyjnych: starsze, chore przewlekle. Naszym zdaniem takie koty dokładnie tak samo jak słodkie maluchy zasługują na dobre życie i opiekę.

    02.

    Wesprzyj nas datkiem

    Jesteśmy prywatną inicjatywą i od początku sami ciężko pracujemy, by pomagać kotom – poświęcamy na to nie tylko swój prywatny czas, ale też własne środki. Jednak to dzięki pomocy osób, które nas wspierają, możemy działać na o wiele większą skalę.

    03.

    Zamów naszym kociakom karmę

    Możesz zamówić karmę, żwirek i suplementy dla bezdomniaków w greckim sklepie online. Pomożemy Ci! Odezwij się na maila patakigrecja@gmail.com