Co robimy dla kotów?

Kastrujemy bezdomne koty z północnej Evii
Dzięki osobom wspierającym naszą zrzutkę i Marcie z Fundacji na 4 Łapy systematycznie wyłapujemy i kastrujemy bezdomne koty z Agriovotano i okolic.

Zapewniamy regularną opiekę około 20 kotów
Karmimy je, zapewniamy im schronienie (budki do spania, w chłodne dni woliera w warsztacie), leczymy je, stosujemy profilaktykę przeciwpasożytniczą i dajemy tyle głasków, i dostępu do kanapy ile tylko możemy.

Szukamy naszym kotom domów
Szukamy naszym podopiecznym bezpiecznych i kochających domów. Pomagamy we wszystkim: od założenia kotom paszportu po pomoc w zorganizowaniu transportu.
Jakie problemy mają koty na Evii?
Trucie kotów
W tym (i wielu innych rejonach Grecji) niektórzy zwyrodnialcy znaleźli niehumanitarny sposób na zmniejszenie populacji kotów. Przed sezonem podkłada się tutaj trutki, które powodują, że setki kotów (a nierzadko też psów) giną w niewyobrażalnych męczarniach. Niestety w ten bestialski sposób zabito kilka kotów, którymi się opiekowaliśmy. Dwa razy udało nam się podać na czas antitotum. Teraz mieszkamy w innym rejonie wsi, bardziej odludnym, gdzie na szczęście nasi koci podopieczni są na to mniej narażeni.
Niedostępna opieka weterynaryjna
W tym rejonie wyspy nie ma dostępu do opieki weterynaryjnej na akceptowalnym poziomie. Weterynarze potrafią tu powiedzieć, że zwierzę jest za stare, by go badać (10 letni, mały kundelek), że koci FIV to podstawa do eutanazji, a na wyniki wyproszonych badań krwi czeka się 3 tygodnie…
Aby zapewnić zwierzęciu pomoc, trzeba jechać do stolicy wyspy, która jest oddalona dwie godziny jazdy krętą, górską drogą. Podczas trudnych warunków pogodowych droga często jest nieprzejezdna.
Brak kocich schronisk i fundacji
Na Evii nie ma żadnej organizacji ani systemowej pomocy dla kotów. Nie ma akcji kastracji kotów, nie ma żadnych działających programów ani środków przeznaczonych na opiekę nad bezdomnymi kotami. Jeśli ktoś znajdzie kota w potrzebie, może zaopiekować się nim prywatnie, innej opcji na tej wyspie nie ma.
Złe podejście Greków do zwierząt
Niezwykle często koty są tu traktowane jak zabawki dla dzieci, spotykaliśmy się z sytuacją, kiedy dzieci zabierały niespełna miesięczne kocięta od matki, bawiły się nimi i porzucały ja na pewną śmierć. Spotkaliśmy się już z odmową kastracji kota, żyjącego wokół czyjegoś domu, bo dzieci chcą małe kotki do zabawy. Widzieliśmy nawet akty przemocy dzieci, wobec kotów, na co reagowaliśmy. Niestety to dorośli przyzwalają tutaj na takie rzeczy. Niewiele osób czuje się w jakikolwiek odpowiedzialna za los zwierząt.
Bardzo powszechne jest tutaj też utrzymywanie, że koty to brudne zwierzęta, które trzeba odganiać.
Jak to się zaczęło?
Nie planowałam pomagać kotom na północnej Evii. Właściwie znalazłam się tu przez zbieg okoliczności, a moim celem była praca zdalna w miłym miejscu na południu Europy. To co jednak nieustannie trzyma i ściąga mnie do tego miejsca, to koty.
Wszystko zaczęło się od 4 kotów, które skusiły się na ryby z obiadu. Tymi kotami była Ania i jej rodzeństwo (Kiriakui I i Andreas) oraz Piracik. Koty bardzo szybko zrozumiały, że mogą licyzć u mnie na jedzenie, a ja bardzo szybko poczułam się odpowiedzialna za chorego Pirata i trzy wygłodzone kocięta. Równie szybko okazało się, że brak pożywienia to wierzchołek góry lodowej problemów i dramatów jakie spotykają tutaj koty.
Historia naszych kotów w skrócie
Ani jakiś potwór wybił oko, raz pogryzło ją zwierzę. Kiriak dwa razy zjadł trutkę. Pierwszy raz go odratowaliśmy, drugi raz nie zdążyliśmy. Andreas prawdopodobnie także został otruty. Pirat bardzo długo chorował, wydaliśmy majątek na jego leczenie. Kiedy terapia wreszcie zaczęła przynosić skutki, zaginął – tej samej nocy, kiedy coś pogryzło Anię. Szukaliśmy go 2 tygodnie. Nie znaleźliśmy po nim nawet śladu.
Obecnie 20 kotów, które mamy pod regularną opieką, żyje wokół domu na obrzeżach wsi, są więc oddalone od miejsca, gdzie dzieją się najgorsze rzeczy. Karmimy je kilka raz dziennie, kastrujemy je by ograniczyć ich włóczęgostwo i by żyły we względnej zgodzie. Jeśli są chore, jest zimno, widzimy jakieś zagrożenie, zabezpieczamy je w zamkniętych pomieszczeniach/wolierach. Robimy co w naszej mocy, by dobrze czuły się wokół domu i w swoim towarzystwie, ale to nie znaczy, że są bezpieczne.
